Ładowanie Wydarzenia

6 września 2021 roku w Centrum Edukacyjnego IPN „Przystanek Historia” im. Janusza Kurtyki w Warszawie w ramach programu Prymas Tysiąclecia odbyła się prezentacja książek;

„Interrex – nurt niepodległościowy wobec prymasa Stefana Wyszyńskiego w latach 1956-1981”, Mirosława Lewandowskiego i

„Kościół Obywatelski. Formowanie społeczeństwa obywatelskiego w PRL w okresie powstawania niezależnych instytucji politycznych (1976–1981)”, dr Andrzeja Anusza.

Panowie rozmawiali (na podstawie swoich książek) o roli jaką odegrał Prymas Stefan Wyszyński w kształtowaniu opozycji niepodległościowej.

 

Łukasz Perzyna

Bronił praw człowieka, nie tylko wierzących

Widział siebie jako duszpasterza i nauczyciela. Był przywódcą duchowym Polaków. Mężem stanu stał się z konieczności – mówił o kardynale Stefanie Wyszyńskim ksiądz

Stanisław Tylus SAC – podczas debaty o poświęconych tej postaci książkach, którą w najważniejszym dla pamięci Prymasa Tysiąclecia bo poprzedzającym beatyfikację tygodniu zorganizował Instytut Historyczny NN im. Andrzeja Ostoja Owsianego i Centrum Edukacyjnego IPN „Przystanek Historia” im. Janusza Kurtyki. „Kościół obywatelski” Andrzeja Anusza i „Interrexa” Mirosława Lewandowskiego prezentowali sami autorzy.

Ich książki różnią się od siebie, „Kościół obywatelski” ma monumentalny charakter monografii dotyczącej nie tylko relacji między hierarchią a władzą ale wpływu żywych kościelnych struktur od seminariów i kurii po duszpasterstwa i oazy na zmieniający się za ich sprawą kształt naszego życia publicznego, „Interrex” pozostaje raczej przyczynkiem, dokumentującym wspieranie przez Prymasa nurtu niepodległościowego. Bez namaszczenia, skoro w dniu promocji Lewandowski wspomniał rozmowę Wyszyńskiego z szykującym się do powołania Konfederacji Polski Niepodległej Leszkiem Moczulskim. Gdy prymas mu rad udzielał, przyszły przewodniczący osadził go obcesowo: – To moja odpowiedzialność przed Bogiem i historią.

Skuteczniejszy okazał się kardynał gdy w rozmowie z Lechem Wałęsą podszepnął przewodniczącemu pierwszej dziesięciomilionowej Solidarności zwiększenie dystansu wobec Jacka Kuronia i Adama Michnika. Na tym zresztą zabiegu zbudował wówczas swoją wyjątkową później pozycję Tadeusz Mazowiecki.

Wałęsa w rozmowie z Lewandowskim jasno dał mu do zrozumienia, że premierem w 1989 r. nie został Bronisław Geremek, bo to Kościół nie przystał na jego kandydaturę. Wyszyński nie żył już wtedy od ponad ośmiu lat ale selekcjonerskie reguły się nie zmieniły, chociaż może tak pisać nie wypada. Trudno jednak uniknąć języka opisowego polityki dla działań ściśle w niej osadzonych: fenomen polskiego Kościoła polega nie na tym, że się komunie sprzeciwiał, bo tyle potrafił i węgierski pechowy kard. Jozsef Mindszenty, potem niczym postać z „Ambasadora” Sławomira Mrożka kryjący się przez 15 lat w amerykańskiej ambasadzie.

Wyjątkowość polskiego Kościoła zasadza się na tym, że zmuszony do podjęcia zadań ze sfery profanum nie poświęcił sacrum ani ponadczasowej swojej misji. Kościół męczennika i kapelana hutników ks. Jerzego Popiełuszki czy duchowego przewodnika i wychowawcy pokoleń studentów Ludwika Wiśniewskiego, także licytujących się w rozmowach z władzami biskupów Bronisława Dąbrowskiego i Alojzego Orszulika nie przestał być zarazem refleksyjną wspólnotą, co wydała poetę ks. Jana Twardowskiego, zakonnika i filozofa Jacka Salija czy autora „Etyki Solidarności” Józefa Tischnera. Już za następcy Wyszyńskiego kardynała Józefa Glempa Kościół równocześnie negocjował uwolnienie więźniów politycznych jak udzielał u siebie na Żytniej gościny awangardowemu Teatrowi Ósmego Dnia: pamiętam jak oglądając z dwoma tysiącami innych widzów jego spektakl na episkopalnym dziedzińcu akurat w orwellowskim roku 1984 jako student pierwszego roku polonistyki zastanawiałem się, ile z tego przepojonego aluzjami do świeckiej kultury przedstawienia rozumieją kościelne babcie wokół, ale one wcale nie stwarzały wrażenia znudzonych ani zdezorientowanych. Takiej publiczności nie miał wtedy żaden teatr w Paryżu, skąd akurat wróciłem ze stypendium.

Pamiętam też z nowohuckiej Arki, kościoła od którego zaczynały się tam wszystkie demonstracje, też awangardowego, bo chociaż wielopiętrowego, to bez schodów, niczym nowojorskie Muzeum Guggenheima – niezwykłe wotum: mosiężną tabliczkę z wygrawerowanym cyrlicą logotypem „Solidarnost'” i przejmującym podpisem, też bukwami: „morjaki Bałtijskowo Fłota”. Była połowa lat 80…

O wielkości kardynała Wyszyńskiego świadczą nie tylko momenty heroiczne, jak towarzyszenie Armii Krajowej w roli kapelana, nieugięta postawa podczas internowania (1953-56) czy stanowczość wykazana przez niego w okresie Millenium, gdy władza kościelnym obchodom rocznicy chrztu przeciwstawiła oficjalny program „tysiąclecia państwa polskiego”. Miarą niezwykłości tej postaci pozostają momenty, kiedy Prymas wyprzedzał dominujące oceny i tendencje, ryzykował nawet niezrozumienie ze strony opinii publicznej. Ale to one ugruntowały opinię o mężu stanu.

– Wyszyński jeszcze przed wojną napisał książkę o inteligencji wobec bolszewizmu. Znał zarówno marksizm jak społeczną naukę Kościoła – podkreślał w debacie na Przystanku Historia dr Andrzej Anusz.

Młody bo 49-letni prymas w 1950 r. zawarł porozumienie z władzą, wobec którego tak sceptyczny był sam arcybiskup krakowski Adam Sapieha, aż miał o nim powiedzieć, że określa nie tyle „modus vivendi” co „modus moriendi”. Zaś metropolita z Wawelu pozostawał wtedy najwyższym autorytetem Kościoła, ponieważ gdy podczas wojny prymas August Hlond opuścił kraj wraz z przedwrześniowymi władzami, on pozostał z wiernymi – zaś kiedy wprosił się do niego generalny gubernator Hans Frank, podjął go czarnym chlebem, jaki Polacy otrzymywali wtedy na kartki.

– Najważniejszy ksiądz, który był w kraju podczas wojny – tak charyzmę Sapiehy charakteryzował Lewandowski.

Za to postawę Wyszyńskiego uzasadnił Anusz: – Nie miał żadnych złudzeń co do komunizmu. Gotów był jednak zrobić wszystko, żeby nie powtórzyła się tragedia Powstania Warszawskiego.

Uwolniony z internowania Wyszyński zaszokował znów wielu nieprzejednanych lub przynajmniej krótkowzrocznych, wezwał w czasie popaździernikowej demokratyzacji do głosowania bez skreśleń w wyborach w styczniu 1957 r. Dla prymasa pozostawało wówczas jasne, że zagrożenia nie stanowi powracający do władzy Władysław Gomułka lecz interwencja radziecka jak na Węgrzech. Podobne wnioski w sytuacji wysnuło zresztą wtedy Radio Wolna Europa Jana Nowaka-Jeziorańskiego.

Do agresji jak w Budapeszcie nie doszło, czołgi radzieckie pozostały w bazach, do których za sprawą determinacji robotników warszawskiej FSO na Żeraniu ale również rozbudzonego patriotyzmu polskich dowódców (w tym gen. Wacława Komara i Jana Frey-Bieleckiego) wycofały się jeszcze w październiku.

Wcześniej jednak, zaledwie 20 lat po wojnie prymas poszedł na konfrontację z Gomułką a także znaczną częścią krajowej opinii, gdy polscy biskupi wystąpili z historycznym listem do swoich niemieckich odpowiedników. Kościołowi przyszło przetrwać ostre ataki propagandy oficjalnej. Pod siedzibą prymasa zwerbowani przez socjalistyczne organizacje młodzieżowe bojówkarze wykrzykiwali: – Oddaj marki! Bo taka waluta obowiązywała w NRF. Euro jeszcze nie było.

Twórcą listu był arcybiskup Karol Wojtyła, ale gdyby nie autorytet Wyszyńskiego pojednanie z Niemcami nie stałoby się możliwe. Zaś kilka lat później tą samą ścieżką podążyła władza, wcześniej za nią Kościół krytykująca, gdy zawarła porozumienie z kanclerzem Willy Brandtem uznające wreszcie w ponad ćwierć wieku po wojnie granice na Odrze i Nysie Łużyckiej (1970 r.). Kościół wystąpił w tym wypadku jako forpoczta polskiej racji stanu.

Najtrudniejszą próbą dla sędziwego już i schorowanego Prymasa okazał się sierpień 1980. Gdy strajkowali gdańscy stoczniowcy – jednego dnia Wyszyński spotkał się z aktualnym jeszcze I sekretarzem KC PZPR Edwardem Gierkiem ale też z przyszłym jego następcą Stanisławem Kanią. Pod wrażeniem tych dramatycznych rozmów wezwał 26 sierpnia 1980 r. z Jasnej Góry do rozwagi i spokoju, czego nie mogli mu darować nie tylko trockiści z lewej flanki opozycji ale również ci, którym wspomniane cnoty pozostawały organicznie obce.

Niepojętą wtedy dla wielu słabiej poinformowanych postawę prymasa znów objaśnił na promocji dr Anusz: władze były tego dnia gotowe do realizacji planu „Lato”, przewidującego desant na strajkujące stocznie, powstrzymało je przesłanie spotkań Wyszyńskiego z Kanią i Gierkiem oraz wymowa jego homilii.

Dziś, gdy media z lubością cytują w kółko jednego tylko arcybiskupa niekoniecznie najroztropniejszego zupełnie jakby Episkopat Polski nie składał się z setki hierarchów a polskiego Kościoła nie tworzyły dziesiątki milionów wiernych – warto wracać do czasów, kiedy ten Kościół był nie tylko opoką, ale wrażliwą tkanką, oddającą przemiany społeczeństwa i bez szkody dla wartości wyczuwającą puls historii. Pewnie ekscentryczne wypowiedzi i zachowania Jędraszewskiego tak mają się do dziedzictwa wielkich jego poprzedników Sapiehy, Wojtyły, Franciszka Macharskiego i Stanisława Dziwisza, jak sejmowe awantury Kukizów i Lichockich do tradycji Wincentego Witosa i Ignacego Daszyńskiego, Macieja Rataja i Kazimierza Bartla. Jednak warto też pamiętać, że na ataki i selektywne oceny Kościół polski powinien być uodporniony, skoro w nawet heroicznych dla niego czasach nie pismak jakiś, ale wytrawny publicysta korowski Jan Walc porównał samego Wyszyńskiego do… ajatollaha Chomeiniego, teokratycznego przywódcy krwawej islamskiej dyktatury w Iranie. Gdy podniosła się fala powszechnego oburzenia niefortunny fragment… zamazywano w przeznaczonych do kolportażu egzemplarzach „Biuletynu Informacyjnego”.

Wywodzące się z tej samej tradycji obecne media głównego nurtu nie odnotowały jak należy zasłużonego potępienia pisowskiego rządu przez sekretarza generalnego Episkopatu Polski Stanisława Gądeckiego za narzucanie w „Polskim Ładzie” wrogich Kościołowi restrykcji ekonomicznych – bo nie pasuje to do stereotypu hierarchów nadskakujących władzy. Kościół przeżyje jako wspólnota wiernych zarówno podatkowe łupiestwo PIS jak cenzorskie zapędy mainstreamu (zainteresowanym tym, co abp Gądecki powiedział polecam autoryzowany tekst w Katolickiej Agencji Informacyjnej, skoro „w TVN się nie przebiło” a TVP Info szczelniejsza jest od poprzedniczki bezpardonowo cenzurującej w 1980 r. jasnogórską homilię Wyszyńskiego), podobnie jak przetrwał nazywanie kardynała Józefa Glempa towarzyszem za to, że zamiast błogosławić stawiających barykady apelował w stanie wojennym o oszczędzanie polskiej krwi. Kto miał rację, okazało się już w osiem lat później. Zaś współtwórca pokojowego zwycięstwa polskiej demokracji był uczniem Prymasa Tysiąclecia i jak on przedstawicielem Kościoła ludowego, gdzie szczera pobożność łączy się z roztropnością.

Jeśli uznać, że Kościół polski, osierocony jak cały Naród po odejściu Jana Pawła II,  po latach  znów szuka drogi wśród raf i przeciwieństw – to obie książki zarówno „Interrex” jak „Kościół obywatelski”, chociaż przez świeckich napisane, mogą stać się dla niego drogowskazami. A dla nas pasjonującą lekturą.

 

Nagranie z przebiegu dyskusji na kanale IPN na Youtube:

 

 

 

 

Data rozpoczęcia - Data zakończenia

wrz. 06, 2021 - wrz. 06, 2021

Czas rozpoczęcia - Czas zakończenia

08:00 - 17:00